Rodzina

Odrobina duchowości i spora dawka rodzicielskich przemyśleń

Kolejny lockdown nie oszczędził nas na poziomie emocjonalnym. Ciągłe przebywanie tylko w gronie rodziny jest darem,  ale wcale nie łatwym do przyjęcia. Wychodzi na jaw zmęczenie, nie spełnione oczekiwania,  napięcie.  A cała ta kumulacja ostatecznie owocuje coraz trudniejszymi relacjami z dziećmi.

Chcąc jednak nie skupiać się na tym co złe, ale szukając inspirujących przykładów trafiłam na książkę o rodzicach św. Tereski z Lisieux. To, co do głebi mnie poruszyło, to fakt, że nie mieli łatwego i radosnego rodzicielstwa. W dodatku było ono bardzo podobne do życia wielu z nas. Dlaczego?

  • Oboje pracowali i to czasem od bladego świtu do późnych godzin nocnych. Choć dbali przy tym by mieć zas na rodzinne spacery,  zabawy,  czytania i modlitwy.
  • Żyli w czasie wojny,  choć działania wojenne nie przebiegały dokładnie na ich terenach,  to kryzys wojenny mocno odbił się na finansach rodziny.
  • Ich dzieci wcale nie były idealne. Martwili się o wychowanie zwłaszcza jednej córki,  która była znacznie trudniejsza do poprowadzenia niż reszta jej sióstr,  była bardzo emocjonalna i sprawiała po prostu trudności wychowawcze.
  • Przeżyli śmierć 4 swoich dzieci. Troje zmarło w ciągu kilku miesięcy po narodzinach,  jedna córeczka w wieku 5 lat. Za każdym razem był to ogromny cios dla rodziców i choć przeżywali to w wierze i oddaniu Bogu,  to także przechodzili okresy załamania i wątpliwości.
  • Zelia zmarła młodo,  chorując wcześniej kilka lat na nowotwór… jak często choroby dotykają też naszych rodzin…

Zapoznając się z życiem Zelii i Ludwika Martin nabrałam przekonania, że są oni wyjątkowymi patronami na obecne czasy,  przynajmniej dla mnie.

Są przykładem małżeństwa,  które wbrew trudnościom napotykanym trzymało się mocno Boga i siebie nawzajem. Do tego Zelia całe swoje życie wierzyła, że ta córka, która przysparzała takich problemów tak w głębi serca jest piękna i dobra. Wiara jej mamy (i ciotki), czasem wbrew zachowaniom dziecka,  pomogły młodej Leonii rozkwitnąć ku świętości…. serio! Ona nie tylko „wyszła na ludzi”,  trwa jej proces beatyfikacyjny! Jest patronką „trudnych” dzieci!

Zelia szukała drogi do serca swojego dziecka. Szukała jej na modlitwie  obserwując córeczkę i radząc się zaufanych osób. Gdy jedne sposoby okazały się nieskuteczne, to szukała dalej.

Czy Zelia znała współczesne nurty psychologiczne? Absolutnie,  bo nie istniały. Ale miała czułe serce matki i uważne spojrzenie skierowane na swoje dzieci. Widziała głębiej i więcej,  bo odpowiedzi szukała w sercu Boga.

Czy ja też tak mogę? Pewnie! Potrzebuję zorganizować czas na spotkanie (z Bogiem i z dzieckiem) i wierzyć,  że moje dzieci rozkwitają jak kwiaty ku świętości…. zaufać,  że nie muszę widzieć efektów moich działań,  ale one będą we właściwym czasie. Mogę już dzisiaj widzieć moje dzieci wspaniałymi. Dostrzegać ich wspaniałe cechy i rozbudzać dobro w ich sercach. Ukazywać im ich piękno. By przeglądając się w moich oczach widzieli szlachetnych, dobrych ludzi.